Kredyty - kalkulator kredytowy - gps - Przedłużanie włosów- Stalowa 2 - Egipt wylot Wroclaw - Projektowanie Stron Poznań - reklama Rzeszów - humor, dowcipy, włatcy móch - szlifierki - Opony samochodowe - dalmierze - Apartamenty w Krynicy Morskiej

profesjonalne pozycjonowanie stron www | Pozycjonowanie Zahamowania

Ostatni list

wrzesień 25th, 2008

Do Jacka McCalluma. Gdyby mogło spełnić się jedno moje życzenie, chciałabym znowu usłyszeć twój głos. Nie wiem, gdzie jesteś ani dlaczego nie mogę z tobą mówić. Wiem tylko, że to coś w moim wnętrzu odnosi zwycięstwo. Pisząc te słowa, czuję, jak zdobywa pole. Czuję, jak opuszczają mnie siły. Walczyłam z tym tak długo, jak mogłam. Ale teraz jestem już zmęczona. Jestem gotowa zasnąć. Póki mogę jeszcze pisać, to właśnie chciałabym ci powiedzieć: kocham cię. Nigdy nie przestałam cię kochać. Mówią, ze nikt, kto staje na progu wieczności, nie przekracza go z kłamstwem na ustach. Mówią, że należy zawsze wierzyć wyznaniom złożonym na łożu śmierci. A to jest właśnie moje wyznanie. Ręce drżały jej tak gwałtownie, że nie mogła dłużej pisać. Zamknęła dokument i kliknęła ?Wyślij?. W apteczce znalazła opakowanie valium. Zostały jeszcze dwie tabletki. Popiła je obie wodą. Robiło jej się ciemno przed oczyma i drętwiały nogi. Miała wrażenie, jakby nie należały w ogóle do niej, ale do kogoś innego. Nie zostało jej zbyt wiele czasu. Nie miała siły, żeby założyć kombinezon. Jakie to zresztą miało znaczenie po jej śmierci? Stacja i tak była skażona. Jej ciało będzie kolejnym przedmiotem, który trzeba będzie usunąć. Po raz ostatni skierowała się ku pogrążonej w półmroku części stacji. Miejscem, w którym chciała spędzić ostatnie chwile, była kopuła. Przez okna zobaczyła niebieskoszary łuk Morza Kaspijskiego. A potem chmury kłębiące się nad Kazachstanem i śnieg na szczytach Himalajów. Tam na dole miliardy ludzi krzątają się wokół swoich spraw, pomyślała. A ja jestem tylko znikającym punkcikiem na niebie. Zamrugała powiekami, powstrzymując łzy. Wierzę. Zapadło milczenie. Cutler odchrząknął. Dobranoc, Houston, pomyślała. A potem zdjęła z głowy słuchawki i pozwoliła, żeby zawisły w półmroku. Konwój czarnych limuzyn zatrzymał się przed siedzibą Apogee Engineering, wzbijając gęstą chmurę kurzu spod opon. Jared Profitt wysiadł z pierwszego samochodu i spojrzał na budynek. Przypominał z wyglądu lotniczy hangar: szary i pozbawiony okien, z satelitarnym sprzętem na dachu. Profitt dał znak generałowi Gregorianowi. Po niespełna minucie ludzie Gregoriana potwierdzili wykonanie rozkazu i Profitt wszedł do środka. Zobaczył tam grupkę zagonionych w ciasny krąg, rozeźlonych osób. Natychmiast rozpoznał dwie twarze: dyrektora operacji lotów załogowych, Gordona Obiego, i dyrektora lotu wahadłowca, Randy?ego Carpentera. A więc było tak, jak się tego spodziewał, NASA maczała w tym palce. Ten niepozorny budynek pośrodku pustyni okazał się sztabem rebelii. W przeciwieństwie do ośrodka kontroli lotu NASA wszystko tu funkcjonowało na słowo honoru. Wszędzie biegły poskręcane niczym spaghetti przewody i kable. Groteskowo tłusty kocur przemykał między stertami porzuconego sprzętu. Jared podszedł do konsoli lotu i zobaczył na ekranie napływające dane. Kontroler szybko wystukał komendy na klawiaturze i na ekranie pojawił się wykres ciśnienia w przekroju czasowym.

Narkoza

wrzesień 25th, 2008

Generał Gregorian miał prawdopodobnie rację. Fakt, że jacyś zapaleńcy postanowili wystrzelić w kosmos małpę, nie stwarzał jeszcze ogólnokrajowego zagrożenia. Profitt nie mógł podejmować pochopnych kroków. Śmierć Luthera Amesa wywołała gwałtowne protesty w całym kraju. To nie był odpowiedni moment na zestrzelenie kolejnego statku kosmicznego ? skonstruowanego w dodatku przez prywatną amerykańską firmę. Ale tyle rzeczy nie dawało mu spokoju. Moment, w którym Apogee została wystrzelona. Manewry zbliżeniowe. Fakt, że nie mogli potwierdzić ani wykluczyć obecności człowieka. Czym mógł być ten lot, jeśli nie misją ratowniczą? Czterdzieści pięć minut później wyjechał samochodem spod domu. Noc była bezchmurna, gwiazdy świeciły jak dziurki od szpilek w granatowym aksamicie. We wszechświecie jest być może sto miliardów galaktyk, każda z nich liczy sto miliardów gwiazd. Ile z tych gwiazd ma własne planety, na ilu z nich istnieje życie? Panspermia, teoria, wedle której życie przemieszcza się po całym wszechświecie, nie była już czystą spekulacją. Wiara, że życie istnieje tylko na tej jasnobłękitnej kropce, w tym peryferyjnym układzie słonecznym, wydawała się obecnie równie absurdalna jak naiwne przekonanie starożytnych, że Słońce i gwiazdy kręcą się wokół Ziemi. Do tego, by powstało życie, potrzebne są tylko oparte na węglu cząsteczki i trochę wody. Obie te rzeczy są powszechne we wszechświecie. Co oznacza, że życie, choć prymitywne, może być również powszechne i że międzygwiezdny pył może nieść ze sobą bakterie i spory. Od tych prostych organizmów pochodzą wszelkie inne formy życia. A co się zdarzy, jeśli te proste formy przybywające wraz z gwiezdnym pyłem napotkają na swojej drodze planetę, na której życie istniało już wcześniej? To był koszmar prześladujący Jareda Profitta. Kiedyś gwiazdy wydawały mu się piękne. Patrzył na wszechświat z podziwem i zachwytem. Teraz, spoglądając na nocne niebo, widział tylko nieskończone zagrożenie. Widział biologiczny Armagedon. Widział zstępującego z niebios najeźdźcę. Pora umierać. Emmie trzęsły się ręce; łupanie w głowie było tak bolesne, że zgrzytała zębami, żeby nie krzyczeć. Ostatni zastrzyk morfiny stępił tylko nieco ból. Oszołomiona narkotykiem, z trudem mogła skupić uwagę na ekranie i na klawiaturze pod palcami. Zaczekała chwilę, aż uspokoją się jej dłonie. A potem zaczęła pisać.

Pamięć biologiczna

wrzesień 25th, 2008

W tym sensie posiadała biologiczną pamięć każdego swojego nosiciela. Kenichiego Hirai. Nikołaja Rudenki. Diany Estes. A teraz Emmy. Ona będzie ostatnia. Nie będzie nowych nosicieli, nowych ofiar, ponieważ nikt nie przybędzie jej tu ratować. Stacja była teraz skażonym sarkofagiem, tak samo zakazanym i niedostępnym jak średniowieczna kolonia trędowatych. Wypłynęła z rosyjskiego modułu służbowego do części stacji, w której nadal nie było pełnego zasilania. Z trudem odnajdywała drogę w pogrążonym w półmroku węźle. Kompletną ciszę przerywał tylko jej miarowy oddech. Ocierała się o te same molekuły powietrza, które wirowały niegdyś w płucach jej kolegów. Nawet teraz czuła ich obecność, wyobrażała sobie, że słyszy zamierające w ciszy ostatnie echa ich głosów. Jeszcze niedawno oddychali tym powietrzem, a teraz pozostało po nich tylko wspomnienie. Wkrótce, pomyślała, po mnie też zostanie wyłącznie wspomnienie. Jared Profitt obudził się tuż po północy. Wystarczyły dwa dzwonki telefonu, by wyrwany z głębokiego snu odzyskał pełną jasność umysłu. Sięgnął po słuchawkę. Profitt zmarszczył czoło, próbując skojarzyć z czymś tę nazwę. Co tydzień z różnych miejsc na Ziemi startowało wiele rakiet. Liczne komercyjne firmy kosmiczne wciąż testowały jakieś silniki, wysyłały na orbitę satelity, a nawet wyrzucały w przestrzeń skremowane ludzkie szczątki. Dowództwo Przestrzeni Kosmicznej śledziło w tym momencie dziewięć tysięcy krążących wokół ziemi sztucznych obiektów. Apogee testuje nową rakietę wielokrotnego użytku. Wystrzelili ją o godzinie siódmej dziesięć wczoraj rano. Poinformowali zgodnie z obowiązującymi wymogami Federalną Agencję Lotniczą, ale my dowiedzieliśmy się o tym już po fakcie. Lot jest określany jako orbitalny test ich nowej rakiety wielokrotnego użytku. Wejście na niską orbitę okołoziemską, przelot obok ISS i powrót na ziemię. Śledzimy ją przez cały dzień i z ostatnich manewrów na orbicie wynika, że mogą przelecieć koło stacji bliżej, niż informowali. Małpa szerokonosa, pomyślał Profitt. Fakt, że była na pokładzie, oznaczał, że nie mogli wykluczyć obecności pilota. Monitory środowiska kabinowego, śledzące poziom dwutlenku węgla, nie potrafiły odróżnić człowieka od zwierzęcia. Brak tej informacji wprawiał go w niepokój. W jeszcze większy niepokój wprawiał go moment, w którym doszło do tego startu.

Ostatnia dawka

wrzesień 25th, 2008

Na trybunach zapadła złowroga cisza. Widoczny na dużym ekranie zegar minął punkt oznaczający sześćdziesiąt sekund do startu i tykał dalej. Zmieszczą się w okienku startowym, pomyślał Casper i świeże kropelki potu pojawiły się na jego czole. W głębi duszy nigdy nie wierzył, że do tego dojdzie. Spodziewał się opóźnień, odwołania, nawet anulowania całej misji. Przeżył już tak wiele rozczarowań, tak wielki był pech prześladujący tę przeklętą rakietę, że przerażenie odbierało mu oddech. Spojrzał na twarze widzów i zobaczył, że wielu liczy po cichu mijające sekundy. Zaczęło się to od rytmicznego szeptu. Szept przeszedł w pomruk, potężniejący przy każdej mijającej sekundzie. Casper zamknął oczy. O Boże, na co oni się poważyli? Z tłumu wydarło się zbiorowe westchnienie podziwu. A potem usłyszał ryk silników i oczy same mu się otworzyły. Wpatrywał się w niebo, we wznoszącą się w górę smugę ognia. To mogło się wydarzyć w każdej chwili. Najpierw oślepiający błysk, potem dobiegający z wolniejszą prędkością dźwięku, rozrywający bębenki huk eksplozji. Tak to wyglądało w czasie startu Apogee I. Ale ognista smuga wznosiła się coraz wyżej, aż w końcu zmieniła się w blady punkcik na ciemnym błękicie. Czyjaś ręka klepnęła go mocno w plecy. Wzdrygnął się, obrócił i zobaczył Marka Lucasa, który szczerzył do niego zęby. Casper kolejny raz spojrzał z obawą na niebo. Nadal nie było eksplozji. Casper przełknął ślinę. Emma wciskała tłoczek, powoli wstrzykując zawartość strzykawki do żyły. Wyjęła igłę, przycisnęła gazik do miejsca nakłucia i zgięła ramię, żeby nie odpadł, gdy będzie wyrzucała igłę. W tym, co robiła, było coś z uświęconej ceremonii; każdy jej fragment wykonywała z nabożeństwem i głęboką świadomością, że to po raz ostatni. Po raz ostatni czuła ukłucie igły i szorstki dotyk gazy w zgięciu łokcia. Jak długo ta ostatnia dawka gonadotropiny utrzyma ją przy życiu? Odwróciła się i spojrzała na mysią klatkę, którą przeniosła do rosyjskiego modułu służbowego, ponieważ było tu więcej światła. Zwinięta w dygoczący kłębek samica zdychała. Działanie hormonu było tylko tymczasowe. Młode zdechły nad ranem. Jutro, pomyślała, pozostanę jedyną żywą istotą na pokładzie tej stacji. Nie, nie jedyną. Będzie jeszcze żyjąca w jej wnętrzu chimera. Setki larw, które wkrótce zbudzą się z uśpienia i zaczną żerować i rosnąć. Przycisnęła rękę do brzucha niczym ciężarna kobieta, która pragnie wyczuć płód w swoim łonie. Podobnie jak prawdziwy płód, ta forma życia będzie zawierać fragmenty jej DNA. W tym sensie będzie jej biologicznym potomstwem.

Chwila zawahania

wrzesień 25th, 2008

Nie, nie mamy zamiaru do niej przycumować. Apogee jest dopiero prototypem. Nie może fizycznie połączyć się z ISS, ponieważ nie ma orbitalnego systemu cumowniczego. Ale doprowadzimy ją dostatecznie blisko stacji, żeby zademonstrować, że potrafimy to zrobić. Już sam fakt, że niemal w ostatniej chwili byliśmy w stanie zmienić nasz termin startu, przemawia na naszą korzyść. W lotach kosmicznych najważniejsza jest elastyczność. Zawsze może się zdarzyć coś nieprzewidzianego. Weźmy na przykład niedawny wypadek mojego wspólnika. Zwróćcie uwagę, że chociaż pan Obie leży w szpitalu ze złamaną miednicą, nie odwołaliśmy startu. Będziemy kontrolować całą misję z Ziemi. To się nazywa elastyczność, panowie. Casper poczuł, jak ostatnia tabletka tumsa rozpuszcza się w świeżej strudze kwasu żołądkowego. To naprawdę bardzo proste powiedział i wyjął chusteczkę, żeby otrzeć pot z czoła. Chodzi o okienko startowe, o którym przed chwilą wspomniałem. Orbita stacji kosmicznej jest nachylona pod kątem 51,6 stopnia do płaszczyzny równika. Jeśli spojrzycie na jej tor, zakreśla on sinusoidę pomiędzy 51,6 stopnia szerokości północnej i 51,6 stopnia szerokości południowej. Ponieważ Ziemia się obraca, stacja mija za każdym razem inne miejsca. Ziemia nie jest również idealnie okrągła i to dodatkowo komplikuje sprawę. Najlepszy moment na odpalenie rakiety przypada wtedy, gdy tor orbitalny przebiega nad miejscem startu. Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki, mamy do dyspozycji szereg opcji. Poza tym jest jeszcze kwestia wyboru między startem w dzień i startem w nocy. Dopuszczalnego kąta startu. Najświeższej prognozy pogody… Ich oczy zaszkliły się. Już go nie słuchali. Lucas wzdrygnął się, jak pies obudzony nagle z drzemki. Casper uśmiechnął się, chociaż czuł, że kwas trawi ścianki jego żołądka. To ostatni moment, żeby zrezygnować, pomyślał Jack. Kropla potu pociekła po jego skroni i wsiąkła w wyściółkę hełmu. Próbował uspokoić puls, ale jego serce było niczym przerażone zwierzę, usiłujące wyrwać się z klatki. Od tylu lat marzył o tej chwili: kiedy siedzi przypięty pasami do fotela, w zamkniętym hermetycznie hełmie, a odliczanie zbliża się do zera. W tych marzeniach nie było miejsca na strach, wyłącznie na podniecenie. Na radość. Nie spodziewał się, że będzie przerażony. Po drodze Gordon wielokrotnie powtarzał, że może jeszcze zmienić zdanie. Podczas lotu z White Sands do Nevady. W nocy, kiedy Jack zakładał kombinezon w hangarze Apogee Engineering. I na koniec podczas jazdy na wyrzutnię przez czarną jak smoła pustynię. Teraz Jack miał ostatnią szansę. O ile będziemy jeszcze w stanie to zrobić, dodał w myśli Gordon. Przez chwilę milczał. Połączenie przewodowe zostało przerwane. Być może to ostatni ludzki głos, jaki w życiu słyszałem, pomyślał Jack. Od tego momentu między kontrolą naziemną Apogee Engineering i rakietą będą przepływać wyłącznie dane sterujące, przetwarzane przez komputery naprowadzania i nawigacji. Rakieta nie potrzebowała pilota; zamiast Jacka w fotelu równie dobrze mogła siedzieć niema małpa. Zamknął oczy i skoncentrował się na biciu własnego serca. Zwolniło. Czuł się teraz dziwnie spokojny, gotów na nieuniknione, cokolwiek to miało być. Słyszał kliknięcia i trzaski przygotowujących się do startu systemów pokładowych. Wyobraził sobie bezchmurne niebo, atmosferę gęstą niczym woda… gęstą niczym morze, z którego musiał się wynurzyć, by dotrzeć do chłodnej, czystej próżni kosmosu. Gdzie umierała Emma.